Kliknij

Wizyta na SOR okiem pacjenta

3

 

SOR czyli Szpitalny Oddział Ratunkowy – czy naprawdę taki straszny? Pozwolę sobie na małą refleksję na temat funkcjonowania SOR z dwóch powodów,  po pierwsze SOR-y w mediach przedstawiane są bardzo często w negatywnym świetle, jako te komórki szpitali w których dochodzi do szeregu nieprawidłowości czy zaniedbań, a mają przecież ratować nasze życie i zdrowie, jako drugi powód podam fakt, iż kilka dni temu trafiłam na jeden z krakowskich szpitalnych oddziałów ratunkowych i byłam bardzo zaskoczona – pozytywnie !

Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym

            Zgodnie z ustawą  o Państwowym Ratownictwie Medycznym, Szpitalne Oddziały Ratunkowe są komórkami organizacyjnymi szpitali przeznaczone do udzielania świadczeń opieki zdrowotnej osobom w stanach nagłego zagrożenia zdrowia i życia. Do zadań SOR-ów należy przede wszystkim diagnostyka i leczenie niezbędne do ustabilizowania funkcji życiowych pacjenta, zagrożonych na skutek ostrych stanów internistycznych, zatruć, wypadków czy różnego typu urazów. Zadaniem tych jednostek jest także udzielanie świadczeń zdrowotnych i zabezpieczanie medycznie ewentualne ofiary katastrof.

Jak trafić na SOR? Poszkodowany albo przywożony zostaje przez zespół ratownictwa medycznego albo zgłasza się sam – ja na SOR trafiłam sama. Świadczenia zdrowotne udzielane w jednostce zgodnie z ustawą polegają na segregacji medycznej (potwierdzenie lub wykluczenie stanu nagłego zagrożenia zdrowia), diagnostyce oraz podjęciu leczenia    w zakresie niezbędnym do stabilizacji stanu pacjenta.

Krok po kroku. Trafiając na SOR zwykle pełen oczekujących ludzi w kolejce, należy na początek dopełnić formalności w rejestracji, a mianowicie: wypełnić oświadczenie czy jesteśmy ubezpieczeni czy też nie, wskazujemy osobę lub nie, która będzie miała dostęp do naszej dokumentacji medycznej, wypełniamy kartę informacyjną w której musimy podać m.in. informację o ostatnich wizytach u wybranych specjalistów, przebytych chorobach, zabiegach, wizycie u fryzjera czy zagranicznej podróży. Zanim dojdzie do skutecznej rejestracji i wklepaniu naszych danych do systemu, założeniu karty, pani w rejestracji zapyta nas co nam dolega i poinformuje nas, jaki jest czas oczekiwania i zapyta dlaczego nie udaliśmy się do lekarza pierwszego kontaktu. Wniosek pierwszy jest już następujący: pani            w rejestracji „ocenia” czy mamy stan zagrożenia życia – co powinien zrobić lekarz i robi to kilkanaście minut później, pomimo, iż wskazany czas oczekiwania wynosi 4 godziny – zdaniem pani rejestratorki, która stara się panować nad oczekującymi ( w Krakowie na SOR można czekać też 10 godzin i się nie doczekać).

Po pierwszych kilkunastu minutach wizyty na SOR, dokonaniu rejestracji, przeprowadzonemu badaniu wstępnemu przez lekarza zostaję zakwalifikowana do dalszej hospitalizacji. I tak, trafiam do sali w której spotykam różnorodność, czyli pana z roztrzaskaną głową, chyba nie miał już oka…., drugiego pana, który był w trakcie przywiązywania pasami do łóżka, z uwagi na stan upojenia alkoholowego, wykrzykującego jednocześnie, że chce pożreć panią pielęgniarkę, sympatyczną włoszkę w średnim wieku oraz dwie inne osoby, które zajmowały kolejne łóżka. Praktycznie, każdy  z pacjentów zajmując łóżko jest zasłonięty parawanem, ale nie sposób nie słyszeć i nie widzieć tego co tam się dzieje. Pomimo  panującej na SOR niespokojnej atmosfery, zauważam jednocześnie spokój, opanowanie                 i porządek wśród personelu w tym niby chaosie. I tutaj spotykam się z czymś, o czym się nie mówi, nie pisze bo i po co? Łatwo jest przedstawiać obraz lekarza, pielęgniarki, któremu nic się nie chce, pacjent to kolejne pieniądze etc.,      a obraz lekarza życzliwego, miłego i jeszcze przystojnego to obraz lekarza z telewizyjnego serialu. Otóż nie. Spotykam się z dużym zainteresowaniem, sympatią, ludzką życzliwością  a przede wszystkim profesjonalizmem personelu, jednocześnie jestem zaskoczona ilością wykonanych badań, bez „oszczędności” w myśl, że pacjent jest najważniejszy, mając na uwadze niechlubne działania NFZ i ciągłych cięć, kolejek, terminów.

Obserwując to co dzieje się na SOR, pacjentów i personel, nachodzą mnie jednocześnie myśli takie, że współczuję temu personelowi, dlatego, że nie każdy też pacjent, jest grzeczny, miły, czysty i bezpieczny. Spora część osób trafiających na SOR to osoby bezdomne, pod wpływem używek, agresywne, brudne i śmierdzące do których strach podejść, zauważam, że lekarze są sympatyczni dla wszystkich, bez względu na fizyczny  „stan ciała”. I to jest ten profesjonalizm, to poczucie misji. Nie wiem skąd biorą się stwierdzenia, że lekarze na SOR-ach śpią albo piją kawę – patrząc na tak dużą rotację pacjentów wydaje się być to abstrakcją.

 Na koniec mojej wizyty na SOR pozwalam sobie na komentarz do opiekujących się mną lekarzy, że jestem pełna podziwu dla nich, a jednocześnie im bardzo współczuję, na co lekarz odpowiada mi: że on świadomie wybrał SOR i jest tutaj bo chce, tak jak pani sama też wybrała sobie zawód. I ma rację ! Świadomość jest tutaj najważniejsza. Na koniec stwierdzam, że prawnicy mają chyba trochę lepiej… nie spotykają się na co dzień z brzydotą ludzkiego ciała, ale brzydotą ludzkich spraw i owszem.

 

Udostępnij.

O Autorze

3 komentarze

  1. Anna Kleszcz dnia

    Z mojego kilkukrotnego odwiedzenia SOR,ów zauważyłam, że są określone dni i godziny w których można szybciej i bardziej kulturalnie być potraktowanym . Co więcej SOR i SOR,owi nierówny przynajmniej w Warszawie.

  2. Jacek Kuczma dnia

    „Spotykam się z dużym zainteresowaniem, sympatią, ludzką życzliwością a przede wszystkim profesjonalizmem personelu, jednocześnie jestem zaskoczona ilością wykonanych badań, bez „oszczędności” w myśl, że pacjent jest najważniejszy, mając na uwadze niechlubne działania NFZ i ciągłych cięć, kolejek, terminów.”

    Zapraszam na SOR w mniejszych miejscowościach. Z rozbitą głową można czekać 3 godziny na lekarza mimo, że nie ma nikogo poza mną w kolejce a o zlecenie badań trzeba się upominać. Niektórzy doktorzy wychodzą łaskawie z pokoju pielęgniarek dopiero jak pacjent tracąc przytomność osunie się z krzesła na podłogę w poczekalni. Jedyne co wzbudziło u mnie kiedyś podziw to lekarz którzy bez badania usg i rentgena potrafił ocenić na oko że przy urazie stawu skokowego nie doszło do złamania i zerwania więzadła. Może humanoid?

    Na który SOR w Krakowie Pani trafiła?

  3. Aneta Sieradzka dnia

    W pełni się z Państwem zgadzam, że funkcjonowanie SOR-ów jest w większości przypadków skandaliczne, gdzie można czekać kilkanaście godzin i zostać odprawionym z kwitkiem, prosić, czekać i jednocześnie obserwować niemoc w momencie cierpienia bo na SOR nie idzie się przecież z migreną ! Zdarzyło mi się kilkakrotnie już trafić na SOR ( w różnych miejscach), stąd też pozwoliłam sobie opisać sytuację, która była prawdziwa bo prawie, że idealna. Wpis ma na celu pokazać, że pomimo wszelkich przeciwności, które nękają służbę zdrowia w Polsce, można funkcjonować NORMALNIE, gdzie czynnik ludzki ( zgrany, kompetentny personel) nie zawodzi, a pacjent jest prawidłowo „obsłużony”. Taki obraz zaobserwowałam na SOR w Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką SP ZOZ w Krakowie, jeśli omijać szerokim łukiem jakiś SOR w Krakowie to ten w Szpitalu Uniwersyteckim przy Kopernika – Skandal, skandal i jeszcze raz skandal. Obserwuję jednocześnie, że największym problemem bez względu na lokalizację szpitala ( duża aglomeracja czy małe miasteczko) jest brak empatii personelu i przedmiotowy stosunek do pacjenta, jest to niedopuszczalne, a jednocześnie stało się już jakąś chyba normą…

Napisz komentarz